Paryż – część 5 i ostatnia

Paris – epilog

paryskiego reportażu część V i ostatnia


Czas na ostatnią część relacji z mojego pobytu w stolicy Francji. W ostatni dzień już nam się nic nie chciało. Dość zmęczeni byliśmy i objedzeni pomarańczami w czekoladzie (nigdy więcej!)… Ale padł pomysł, żeby udać się do dzielnicy żydowskiej na jakieś ichnie papu. Po wejściu w wąskie uliczki dzielnicy mojżeszowej ukazały nam się polsko brzmiące napisy, szyldy i nazwy potraw. W jednej knajpie całe menu to były specialite pologne. W innym miejscu minęliśmy piekarnię Finkelsztajna, w której można było zakupić chleb razowy oraz rogaliki. Po dość długich oględzinach knajpek zdecydowaliśmy się na jedną z wielu i zamówiliśmy w większości falafela. Dobre było, ale knajpkę zamykali na popołudnie, więc trzeba było wyjść.

Kalorie trzeba było jakoś spalić, więc z dzielnicy żydowskiej udaliśmy się spacerkiem ku katedrze Notre Dame, gdzie ostatni raz przyszło mi kupić kilka pamiątek, posłuchać muzyki rodem z renesansu oraz przyjrzeć się popisom młodych skaterów, którzy bawili swoimi występami spora grupkę ludzi.

Stamtąd ostatni spacer po Paryżu w kierunku ogrodów Luxemburskich i stacji RER. Po drodze mijaliśmy jakiś dziwny sklep z figurkami i gadżetami ze wszystkich możliwych komiksów, filmów i bajek. Niektóre z nich były nad wyraz dziwne. Szczególnie seria Bad taste bears – googlujcie!

Czekając na pociąg do Orsay zrobiłem ostatnie zdjęcie w Paryżu. Guzik, który należy nacisnąć, by otworzyły się drzwi do pociągu. Kilkanaście minut później, gdy odpowiedni pociąg zajechał, nacisnąłem taki właśnie guzik i pojechałem do Orsay, potem busem do Les Ulis, by spędzić ostatni wieczór na ścieżce podejścia dla lotniska Orly. Powrót samolotem przebiegł spokojnie, a blisko 2-godzinne opóźnienie mojego lotu pozwoliło mi zaobserwować, jak duży ruch jest na małych lotniskach pod dużymi metropoliami, z których najczęściej korzystają tanie linie lotnicze.

Koniec

Jeszcze raz dziękuję Marcie za to, że znosiła mnie przez tydzień, dała gdzie spać, co jeść i towarzyszyła mi w różnych dziwnych sytuacjach! Dzięki!